niedziela, 30 sierpnia 2015

O biciu dzieci słów kilka...

Od dawna nurtuje mnie kilka pytań dotyczących macierzyństwa, życia, osobowości i jej złożoności.
Postanowiłam wykorzystać moją siostrzenicę, przyszłą psycholog i zapytać o jej pogląd oraz odpowiedzi na moje pytania.

Marlena jest studentką V roku psychologii UMCS z licznymi osiągnięciami naukowymi z zakresu psychologii społecznej, rodziny oraz klinicznej. Od wielu lat pracuje z pacjentami z zaburzeniami natury psychicznej oraz z dziećmi z problemami z zachowaniem oraz adaptacją w nowym środowisku- metoda socjoterapeutyczna.

Myślę, że warto zaczerpnąć trochę wiedzy z innego źródła niż swoje własne, poradnikowe czy internetowe, a więc... :)

Moim najbardziej nurtującym tematem jest bicie dzieci.
 Mi raz puściły nerwy, byłam już w 8 miesiącu ciąży z Olivkiem, Maja mi uciekła, zaraz była ruchliwa ulica... wyobraźnia podpowiadała mi najgorsze opcje. Maja nadal biegła... gdy już ją dogoniłam frustracja wzięła górę nade mną...
Myślałam po wszystkim, że mi ręka uschnie. Z wyrzutami sumienia nie dawałam sobie rady.


Dlaczego dorośli biją dzieci? Czemu nie potrafią okazać szacunku do drugiej osoby?

Według różnych teorii związanych z rozwojem dzieci modelują tzn. naśladują dorosłych.
W rodzinach, w których zdarzały się takie sytuacje jest to naturalne- pozornie "mama mnie biła i wyrosłam na dobrą dziewczynę, więc ja też będę bić swoje dzieci, wówczas również będą dobrymi ludźmi". Mamy wtedy błędne koło, które niestety swoją toksycznością zaraża kolejne pokolenia.

Bicie to zazwyczaj objaw słabości dorosłego wobec otaczającej go rzeczywistości. Frustracja, zły nastrój, przeciwności dnia codziennego i niestety, ale często kończy się to krzywdzeniem osób najbliższych. W tym najbardziej bezbronnych, bo małych i nieświadomych pociech.


Jakie konsekwencje ma za sobą bicie? Czy dzieci później nie radzą sobie ze swoimi emocjami?
Jak wpływa to na ich dalsze relacje z rówieśnikami? Czy takie sytuacje wzmagają agresję dziecka wobec otoczenia?

Dziecko po takiej "nauce" w domu, a mianowicie: "Źle to zrobiłeś" i... klaps... nie umie inaczej rozwiązywać swoich problemów zarówno z rodzicami jak i później otoczeniem. Maluch idzie do przedszkola, a tu... kolega zabiera mu zabawkę, więc jak się broni? Bije. Przecież to doskonale zna.
Oczywiście nie jest tak w każdym przypadku. Nie chcę tu generalizować, ale jeśli dziecko ma tłumaczone, że można inaczej rozwiązywać nawet małe konflikty- będzie próbowało sobie poradzić z problem w mniej destrukcyjny sposób.
Konsekwencje... jest ich dużo w zależności od człowieka, jego organizmu i układu nerwowego. Jeden może być bardzo agresywny, drugi natomiast może mieć osobowość nie pozwalającą mu na poprawne funkcjonowanie np. będzie się bało, nie będzie umiało samodzielnie podejmować decyzji itp.
Emocje są tu kluczowym elementem. Nikt chyba nie chce, aby najbliższa osoba z jego otoczenia sprawiała mu ból. Zaburzone zostaje poczucie bezpieczeństwa, taka pierwotna więź rodzic- dziecko.
Jeśli nawet uderzymy dziecko warto żeby wiedziało ono za co zostało uderzone. Najlepiej zaraz po zaistniałej sytuacji. Wówczas dziecko jest w stanie wyciągnąć wnioski.


Znam ze swojego otoczenia kilkoro dzieci, które są w stanie wyciszyć się tylko po przysłowiowym klapsie... Czy można w jakiś inny sposób nauczyć dziecko poprawnego zachowania bez bicia?

Wszystko zależy od tego jak długo dziecko było wychowywane w danym schemacie. Jeśli dziecko od najmłodszych lat było bite i tak załatwiane zostały wszystkie ewentualne okoliczności, które były nie po myśli rodzica- oduczenie będzie trudne. Dziecko wie, kiedy ma swój limit i tym limitem u niego jest klaps. Zmiana tego zachowania i tej bariery wymaga ogromnie dużo czasu i energii, by te negatywne wzorce zostały zniwelowane.
Tłumaczenie i tłumaczenie i ponowne tłumaczenie i jeszcze raz... Tak to wygląda. Po kilku miesiącach będzie efekt, ale uwaga, w każdej takiej samej sytuacji trzeba zachować się identycznie. Sytuacja: dziecko krzyczy bo chce cukierka w sklepie... Mówimy: NIE. Jutro, mówimy: NIE. Pojutrze mówimy: NIE. Jeśli za tydzień powiemy OK. Raz Ci pozwolę... byłeś grzeczny... Wówczas cała nasza TRUDNA praca idzie na marne.


A co jeśli jedno dziecko bije drugie? Jak się ma zachować rodzic? A także rodzić bitego dziecka, które zostaje zaatakowane przez inne?

Patrzenie na cierpienie swojego dziecka musi być niewyobrażalnie smutne. To normalne, że dzieci mają różne swoje potyczki. To ewolucyjne. Jedno dziecko jest zazwyczaj silniejsze od drugiego. Jeśli dana sytuacja nie jest zagrażająca dla życia i zdrowia. Owszem warto pozwolić pociechom na załatwienie swoich spraw samodzielnie. Jeśli jednak dziecko cierpi. Jest nagminnie bite przez drugie... Nie pozwólmy ze swojego dziecka robić kozła ofiarnego. Musimy coś z tym zrobić. Warto zwracać uwagę rodzicom. Często sami nie widzimy rzeczy, które nie są do końca poprawne w otoczeniu. Warto pokazać lub wspomnieć- co robią źle. Opcje są dwie, albo zrozumieją i zrobią coś w tym temacie... i nie będą twierdzić, że się wymądrzacie... A druga, odwrotnie, a skończy się tak, że nie będą to dla was przyjaciółmi.
Często się tak dzieje... ale chyba szczęście własnych dzieci jest ważniejsze.


Jak rodzic może się wyciszyć, żeby nie uderzyć? Co zrobić kiedy jesteśmy bezradni i tłumaczenie nie przynosi skutku?

Bardzo ważne jest to żeby wciąż ćwiczyć swoją cierpliwość i opanowanie nawet w trudnych sytuacjach. Dziecko to przyszłość i od naszego zachowania będzie zależeć to, jak będzie sobie w znacznej mierze radzić w życiu. Są inne rodzaje kar, które są bardziej efektywne niż momentalny klaps. Ból dziecko czuje kilka minut, a czuje też, że najbliższe osoby są go w stanie zranić. Czy warto? W XXI wieku dla dzieci o wiele dotkliwszą karą staje się ograniczenie dostępu do nowoczesnych technologii (komórka, TV).
Warto tłumaczyć i rozmawiać wówczas w przyszłości pociechy będą przypuszczalnie bardziej dopasowane do otaczającej rzeczywistości.
Cierpliwość, zdeterminowanie i odliczanie od 10... 9... 8... to ratunek.
Opuśćmy pomieszczenie. Przemyślmy. A po powrocie może popatrzymy na daną sytuację w zupełnie innej perspektywie.


A co z tablicą plusów/minusów? Czy to ma jakiś sens? Czy warto prowadzić taką tablicę np. tygodniową?

W zależności od dziecka. Jednak kiedy pociecha np. za posprzątanie pokoju oczekuje od rodzica zabawki bądź innego profitu- uważajmy. Jeśli o mnie chodzi, to pochwalam prowadzenie tablicy. Nie koniecznie typowe plusy/minusy, ale słoneczka/chmurki są świetną sprawą. Dziecko ma czarno na białym w czym w danym tygodniu poradziło sobie świetnie, a nad czym musi popracować. Tablica uczy samodzielności- nie muszą być to duże rzeczy, ale np. mycie zębów, ubieranie się, pomoc w sprzątaniu, odrabianie prac domowych itp. Oczywiście wszystko będzie wymagało naszej superwizji, ale inwestujemy, w to co dla nas najcenniejsze.
Po tygodniu czy innym odcinku czasu- dziecko może dostać zasłużony prezent, wycieczkę, dostęp do Internetu itp.
Pamiętajmy, że prezenty, prośby spełniane natychmiast- nie cieszą.
Warto czekać na to COŚ dłużej. Dziecko wówczas docenia wartość pieniędzy, czasu.
Uczy się odpowiedzialności.
Małymi krokami, ale każdy krok jest niewiarygodnie wartościowy.


Dziękuję bardzo za wyczerpujące odpowiedzi.
W mojej głowie troszkę się przejaśniło.
A jak u Was?




Pozdrawiamy.


ps. Dobro do nas wraca
Pomoc dla Lenki


5 komentarzy:

  1. Anonimowy1/9/15 00:54

    Warto poczytać. Zawsze się czegoś człowiek dowie :) ładne zdjęcie

    OdpowiedzUsuń
  2. Podnoszenie ręki na słabszego zawsze jest oznaką naszej słabości tak naprawdę. Są rodzice, którzy jeszcze uważają, że to forma wychowywania dla mnie klaps jest upokarzający i dla dziecka i dla rodzica. Nie będę nikogo osądzała ale mam nadzieję, że takich klapsów jest coraz mniej, bo to co było normą kilkadziesiąt lat temu nie musi być normą teraz. Mamy dużo większą wiedzę, świadomość alternatywnych metod wychowawczych i dzięki podobnym wpisom możemy nadrobić swoje ewentualne zaległości. Ważny temat Madziu. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oby jak najwięcej świadomości ludzkiej, mam nadzieję, że jest ona coraz większa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz, ja za biciem niby nie jestem, ale klapsa nie uwazam za bicie. Sama za dziecka bylam bardziej bita niz tylko "klaps" i mysle, ze nalezalo mi sie . Ja znam za to przypadki duzo bardziej skrajne, nieraz robilam rentgeny dzieciom-pacjentom z urazami typu zlamane zebra, rece, roztrzaskane czaszki, jako efekt pobicia przez "rodzicow" i czegos takiego ogarnac nie potrafie..

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje serdecznie za odwiedziny na naszym kawałku blogosfery :-D Jeśli podobał Ci się post zostaw mały ślad w postaci komentarza, tym samym zapraszasz mnie do swojego świata:-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...