sobota, 16 lutego 2013

Jak to jest być mama na wyspach

sama nie wiem, bo nie mam porównania jak jest w Polsce, wyjechaliśmy dawno temu, bo jesteśmy na emigracji prawie 8 lat. 
Nie mam też porównania jak się żyje w Polsce dorosłym życiem, z mężem zaraz po studiach wyjechaliśmy, czy dobrze sama nie wiem, tęsknota jest ogromna, a przynajmniej była, teraz gdy mamy Maję nasz świat głównie się kręci wokół niej, zarabiania na byt oraz domu.

Tęsknotę można również zagłuszyć rzucając się w wir wszystkiego, tak aby czasu nie mieć na smuty i lęki, dochodzi do tego wszystkiego straszny żal z powodu braku obecności bliskich w życiu Mai, będzie jej dawane doraźnie rozpieszczanie przez babcie, dziadka, ciocie i wujków, czy to jej wystarczy ..?
nie mam pojęcia...
Z drugiej strony mamy możliwość wychowywania Majki tak jak chcemy my, bez ingerencji osób trzecich, jeśli będziemy mieć żal to tylko do siebie ;-)

Jak się tutaj żyje, hmmm... raz ciężej raz lżej, praca jest różna, jeśli człowiek nie ma stałego zatrudnienia bywa ciężko, ludzie źli i dobrzy, rasizm dotyka co jakiś czas biednego obcokrajowca bardziej dotkliwie lub mniej, kwestia tego jak potrafi sobie człowiek z tym wszystkim poradzić, jak twardy ma tyłek.

Wszystko zaczyna się i kończy w naszej głowie, kiedyś myślałam że zjedziemy do Pl, teraz zaczynam coraz częściej myśleć, że to jest nasz dom, może nie Uk, ale ten mały ogródek i parę cegieł.

Jak to jest być mamą w tym kraju dopiero się dowiem, od 3 roku życia Maja będzie miała darmowe 10 godzin tygodniowo więc powędruje do przedszkola/ żłobka - jak zwał tak zwał, a moze nawet wcześniej, wówczas będę mogła coś powiedzieć więcej.

Najgorsze co może być w tym kraju, a człowiek ma co rusz do czynienia to służba zdrowia, ja wiem że zaraz mnie zaszkalujecie że w Pl nie jest lepiej... musicie uwierzyć na słowo, nie będę przytaczać przykładów bo jest ich za wiele, ani nikogo uświadamiać nie taka rola tego posta, wiem jedno gdyby Majce coś się działo poważnego co pierwsze byłabym w samolocie do kraju ojczystego.

Przyjaźń zapytacie, coraz mniej jej wszędzie a tu nawet na palcach człowiek nie policzy, znajomości się zaczynają i kończą szybko, smutne ale prawdziwe,  nie powiem, że przez tyle lat nie dorobiliśmy się osób na których możemy polegać, bo są... ale... wiadomo że trzeba trzymać język za zębami, taka nasza rzeczywistość.

Uk rajem na ziemi nie jest, idzie jednak przywyknąć, wszystko zależy jak potrafimy sobie radzić sami  ze sobą, swoim smutkiem, żalem i wewnętrznymi demonami... heheh strasznie zabrzmiało.

Mam nadzieję że coś unaoczniłam, post powstał dla pewnej osóbki, mam nadzieję, że ciut ci pomogłam, oczywiście są to moje odczucia, moje widzenie tego kraju,  jeśli masz pytania pisz na maila:)
Ogólnie my z mężem staramy się nie wnikać i żyć szczęśliwie co ułatwia nam podejście do emigracji.

Może dziewczyny będą skore do naskrobania co nieco od siebie o emigracji, wówczas dowiesz się więcej a różnych punktów widzenia i zbudujesz sobie jakiś obraz nas na obczyźnie:)

57 komentarzy:

  1. Bardzo trudno jest znaleźć raj na ziemi:) Wszędzie są jakieś plusy i minusy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. doladnie... a najlepiej jest tam gdzie nas nie ma ;-)

      Usuń
  2. Hej, a ja wlasnie od jakiegos czasu otrzymuje e-maile z prosbami by opisywac jak zyje sie w UK i pewnie czas od czasu skrobnę cos na ten temat wiec dla porównania zapraszam na www.stylowybrzdac.com a ja będę odsyłac tutaj:-)

    Odnosnie posta - tak zgadzam sie ze wszystkim - trzeba umiec zbudowac sobie swój wlasny swiat, znaleźć tych kilku serdecznych przyjaciół i cieszyć się tym ze jest się zdrowym, ma się rodzinę i dach nad głową oraz zupę w garnku:-) Wszedzie da sie zyc...Choc do brytyjskiej pogody to ja sie chyba nie przyzwyczaje:-)

    Pozdrawiam serdecznie
    ---
    Bernadeta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Twojego bloga "podglądam" już od jakiegoś czasu tylko tak głupio po raz pierwszy wrzucic komentarz - czesto jest tak ze jest juz pewien krąg osob odwiedzających się i czasem mam wrazenie ze wykroczę przed orkiestrę:-) Na pewno beda zagladac a i komentowac czesciej:-)

      Usuń
    2. o tam, oj tam głupio, ja sie ciesze że się w końcu pojawiłaś z komentarzem dzieki temu moglam odwiedzić Twoj świat, piekny zresztą:)) czapeczki są wyczesane na maksa:))
      trzymam za słowo pisane że bedziesz częsciej komentować:))
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  3. W uk mam i rodzine i przyjaciół.....sporą ilość . Moi kuzyni zyja tam od 15 lat, kupili domy, załozyli swoje firmy, przylatuja do Polski kiedy im sie podoba......ale sa i tacy, co sie dręczą.....wracać-nie wracać ! Bo tu nie ma pracy, a tam przynajmniej pracuja i jakos to zycie płynie.
    Współczuje tym co nie wiedza co dalej, zostac czy wracac......to taka paskudnie trudna decyzja.
    Po Twoim poście odczułam, że jestes pogodzona, że odkrywasz tam swoje miejsce...
    O tym, że tam kiepska opieka medyczna słyszałam nie raz. Ale uwierz mi - tu w Polsce tez niezły cyrk. Oj wiem cos o tym, w końcu jestem pracownikiem służby zdrowia. I chyba to bardzo ratuje moje i moi bliskich zdrowie, bo wiem co gdzie i jak. Ja na dodatek mieszkam na Podkaprpaciu, ale 8 lat mieszkałam w Warszawie i tam opieka medyczna jest o wiele lepsza. Tak wiec słuzba zdrowia jest rózna w zależności od regionu kraju.
    Ja nigdy nie byłam w UK, ale gdybym wiele lat temu nie poszła na tą droge na której jestem teraz to tez pewnie bym się tam znalazła, w UK jak Ty. I tak układała swoje zycie....
    Ale podsumowując - ważne, że masz najbliższych przy sobie, męża i Maje:)
    Posyłam pozdrówki z Polski...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokladnie jest tak jak napisałaś, pogodziłam się z mieszkaniem na wyspach, gdybym na poczatku podjela inne decyzje pewnie teraz byśmy byli w Pl, teraz nie bylabym w stanie wyjechac... za wiele bym tu zostawila ;-)

      Usuń
  4. Bardzo ładnie to ujęłaś. W 100% ze wszystkim się zgadzam. Ja jestem ztych "powracjących" do kraju i takie porównania nie są mi obce. Tak naprawdę, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasami żałuję, że nie wyjechałam, że nie nauczyłam się porządnie mówić po angielsku, może miałabym pewną pracę, a tu w Polsze nigdy nic nie wiadomo, opieka socjalna nie istnieje, więc człowiek byle czym się stresuje. Na wyspach na pewno pod tym względem jest lepiej, ale też pod wieloma względami gorzej, weźmy język, kontakty dziecka z rówieśnikami, wszyscy znajomi mieszkający za granicą z dziećmi mówili zgodnie, że to był spory problem, zwłaszcza na początku. Część nawet wróciła z tego powodu. Ale też to były początki Polaków w Wielkiej Brytanii, teraz Anglicy już chyba przywykli :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnistwo moich znajomych jest w uk... Żyje im sie zdecydowanie lepiej i nie chcą wracać..moze kiedyś... Kochana, żyj i baw sie tam dobrze... No i te przeceny:-)))))))

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja osobiście zazdroszczę wszystkim, którzy mieli tyle odwagi i uciekli z tego naszego dzikolandu :) Dopiero co dziś z mężem na ten temat rozmawialiśmy podczas spaceru. Nagle się okazało, że zostając tu w PL nie mamy naszych znajomych, bo właśnie większość wyjechała. Co prawda nie staliśmy nigdy przed dylematem czy jechać, ale może to źle..? Może inaczej by nam się życie potoczyło..
    Jedna z moich przyjaciółek z czasów LO wróciła, wyjechali, żeby zarobić na budowę domu. Dom stoi, oni wrócili i co? Mąż po 16h w pracy, bo ona pracy znaleźć nie może, oszczędności poszły w dom, a dziecko małe jest. Pytam się jej po co wracali, tam żyli na dużo wyższym poziomie... odpowiada, że tęsknota za rodziną. Na to niestety argumentu brak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wlasnie dlatego pogodzilam sie z tym że zostajemy tutaj, gdybysmy inne decyzje podjeli kiedys bylibysmy w pl. a tak mamy swoje zobowiazania i zaskomplikowane by bylo teraz zostawienie wszystkiego co mamy tutej, choc nie ukrywam że jakyśmy mieli wlasne mieszkanie w PL to bysmy zjechali.

      Usuń
  8. Najważniejsze, że jesteście razem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Paracetamol na wszystko :D
    Życie to ciągły wybór...ja dopiero po trzech latach przyzwyczaiłam się do bycia tutaj...nie jest łatwo...nie mamy tu nikogo bliskiego...
    Buziaki
    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to tak jak my...:( ale mamy siebie:)

      Usuń
    2. I z tym sie zgadzam, paracetamol na wszystko;-)!!! Jak mnie kiedyś bolał ząb ( ósemka do usunięcia) to zanim umówili mnie na wizyte....a na za tydzien na wyrwanie to po tym paracetamolu ( chyba całym opakowaniu) ząb naprawdę przestał boleć - tak wiec potwierdzam PARACETAMOL ULECZY hihi

      Usuń
  10. oj chociaż mieszkam w Polsce to coś wiem o angielskiej służbie zdrowia, bo mam w Anglii dwie siostry.

    OdpowiedzUsuń
  11. Od prawie szesciu lat mieszkam w Niemczech. Pewno ,ze sie teskni za Polska ,za miejscem gdzie sie wychowywalismy ,za rodzina przedewszystkim. Ale wlasnie tak jest ,ze gdyby w Polsce byloby lepiej to nikt nie chcialby stamtad wyjezdzac. Pozdrawiam Cie Serdecznie w to sobotnie popoludnie :) Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uderzylas w sedno sprawy;)
      buziolek

      Usuń
  12. zawsze sa plusy i minusy. jedno jest lepsze u Nas, inne w UK. wazne ze jest rodzina i jestesmy szczesliwi ze soba ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ktos kiedys powiedzial "wszedzie dobrze gdzie nas nie ma" Wszedzie sa problemy raz mniejsze raz wieksze dnia codziennego niezaleznie gdzie sie jest czy w UK, Polsce czy gdzie indziej. Najwazniejsze w tym wszystkim jest by byc ze swoimi najblizszymi(mezem, dzieckiem) bo nasz dom jest tam gdzie jest nasza rodzina!
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie to chciałam napisać... wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma...

      Usuń
  14. Witam, zmieni się sytuacja kiedy dziecko pójdzie do przedszkola, wówczas poprzez małą poznasz innych rodziców i na pewno z kimś nawiążesz bliższy kontakt. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. jestem w Londynie od 3 lat, mój K od 8 w uk ... jedno wiem, tęsknota za rodziną jest wielka jak diabli :( teraz jak jest mały to odliczam dni do wyjazdu do polski do dziadków bo oni strasznie tęsknią za wnukiem a ja za nimi ... K ciągle pracuje , bardzo ciężko bo tak jak napisałaś tu nie ma raju, ludzie są jacy są , raz lepiej się trafi raz gorzej , ja czuję się bardzo samotna ... jak tylko K jest w domu to chłonę jak gąbka jego osobę a młody zasypia w jego ramionach momentalnie ... na urlopie byliśmy w wakacje i ceny nas dobiły, drogi, smutni szarzy ludzie ... smutne do czego dąży nasza ojczyzna ... teraz będę ok 2 miesiące w domu i ciekawe kiedy zapragnę wrócić do Londynu z powrotem ... buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem jak u Was ale pewnie tez są organizowane spotkania mam z dziećmi, bardzo fajna sprawa, mozna zaczac chodzic na spotkanie z bablem od malenkiego, ja chodzilam pare razy na samym poczatku gdy Maja sie urodzila, otrzymalam mega wsparcie oraz poznalam fantastyczne dziewczyny m.in. polki również, nie bylabys taka samotna wowczas i czas rowniez by Ci inaczej biegl:)
      Tesknota jest ogromna to fakt i nic nie potrafi tej pustki wypelnic:/

      Usuń
  16. A ja tu trafiłam od stylowegobrzdąca.. tak jakoś zajrzałam.. wpis świetny i taki prawdziwy.. postaram się nadrobić wszystko :) ja w UK nie byłam,ale siostra sporo mi opowiadała..była 5 lat i jakieś 3 miesiące temu zjechała już na dobre :) a tak na marginesie moja córcia też Maja :) zapraszam do nas i naszego małego świata :) www.mojamisia.bloa.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. milo mi że Ci sie spodobalo u nas:)

      Usuń
  17. Mój mąż właśnie za tydzień wyjeżdża do UK. Możliwe, że niedługo i my dołączymy do niego. Ma już załatwioną pracę i tymczasowy nocleg, ale żebyśmy my mogli przyjechać musi znaleźć mieszkanie i upewnić się, że wszystko będzie ok. Ja jeszcze nie jestem pewna czy to dobry wybór, czy nie będziemy żałować i najważniejsze, czy rzeczywiście tam będzie lepiej. Najbardziej boję się właśnie o Kubę, ponieważ on oczywiście nie zna języka a będzie musiał pójść tam od września do szkoły.
    A w jakim rejonie mieszkacie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my w south yorkshire,blisko Sheffield na mapie:)
      Źle napewno nie będzie, głowa do góry, na wszystko jest potrzebny czas, łacznie z przystosowaniem się do nowej rzeczywistości, zaakceptowaniem nowego miejsca oraz ludzi. Wszystko tez zalezy od Was rodziców jak zniesiecie zmiany, o malego sie nie boj szybko zalapie jezyk i sie przestawi, dzieciakom jst znacznie latwiej niz dorosłym.
      Trzymam za Was kciuki

      Usuń
    2. Jak pierwszy razm wyjechałam do UK to przez 2 tyg ryczałam jak wół ale nie miałam kasy na bilet powrotny! Ciesze sie ze nie mialam bo teraz juz bym nie wrocila - ciesze sie ze jestem tutaj - w Polsce juz tak źle było - młodzi ludzie bez pracy i kasy na życie - KOSZMAR - tam i ja i corka nie miałybyśmy tego co tu i nie chodzi mi o szmatki - tu jej moge kupic zabawke, wziac zeby sie pobujała na tym smisznych miśkach czy samochodach ( w Polsce to aż 2-5zł taka runda) jezdzimy i zwiedzamy ( 2 lata w PL i zadnego wyjazdu dalej niz 50km ) szok...głowa do góry i bedzie dobrze! Tylko straszne ze ojczyzna zmierza w taką strone:(

      P.S. My z nottinghamshire - słyszałam ze w Sheffield mozna niezłe zakupy zrobic:-)?

      Usuń
    3. calkiem blisko;-) my dokladnie z Doncaster, mala miescina, w sheffield faktycznie mozna upolowac fajne rzeczy, tylko straszny tlok jest, zwlaszcza w weekendy! eh....

      Usuń
  18. my mamy super opiekę zdrowotną świetna przychodnia i lekarze - fakt ciężko było się do niej dostać ale jesteśmy w niej od 2.5 roku i jest super. Jak coś się dzieje są wizyty domowe do dzieci lub skierowania do specjalistów do szpitala lub konkretnych klinik np laryngologicznej dla jednego z bliźniaków.
    Przedszkole od 3 roku życia jest 15h darmowych nie 10h;)
    My chyba dobrze trafiamy i ze znajomymi i z pracą, tzn M bo ja póki co do pracy nie wracam.
    Ogólnie nie wyobrażam sobie zjazdu do PL. Tutaj jest teraz nasz dom, nasze miejsce na ziemi
    PS mieszkamy w UK 5.5 roku z rasizmem w stosunku do nas nigdy się nie spotkaliśmy(Dodam, że pracowałam w firmie jako jedyna Polka, M też pracuje w firmie jako jedyny Polak)w przedszkolu Timki też jako jedyni obcokrajowcy i nigdzie nie ma problemu... wręcz przeciwnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moze dlatego z rasizmem sie nie spotkaliscie poniewaz malo obcokrajowców w waszym miescie/pracy jest u nas jest od groma różnych narodowości...
      co do sluzby zdrowia to jest fatalna, choc sluszalam o gorszych placowkach niz nasza;-)
      hm to 10h jest po 2 roku??? pogubilam sie w tym wszystkim:))

      Usuń
    2. kurcze nie wiem co Ty z tymi 10h:)) wiesz tutaj poniżej 3 roku życia nić takiego nie ma dopiero dziecko może zacząć te 15h w semestrze po skończonych urodzinach trzecich. Nigdy o 10h nie słyszałam:))może ktoś nie chciał na 15h i posłał na 10h?

      Usuń
    3. Potwierdzam, jak dziecko SKOŃCZY 3 latka to moze chodzic bezpłatnie na 15godz tygodniowo, moja mała uczeszcza 5 x w tygodniu na 3 godziny - nic nie płacę, reszta byłaby juz płatna

      Usuń
  19. smutny tekst...mam nadzieję, że jednak nie jest tak źle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wiem czy smutny, prawdziwy ;)

      Usuń
  20. O służbie zdrowia w UK też słyszałam same złe rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  21. Fajny post, o realiach bez mydlenia.

    OdpowiedzUsuń
  22. My mieszkamy (ledwo...?) 300 km od naszych rodzin. Na początku nie było źle. Sami decydowaliśmy o karmieniu / wychowaniu / ubieraniu etc. Problemy zaczęły się kiedy Jaś zaczął chodzić do żłobka i chorować.... Wtedy szybka pomoc babci/dziadka jest na miarę złota. Za miesiąc będziemy mieć kolejne dziecko i już myślimy czy aby nie wrócić w rodzinne strony... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wlasnie dlatego jest super wygodnie miec dziadkow pod rek, zazdroscimy :-D

      Usuń
  23. Idealnie wszystko ujęłaś, Mieszkam w Uk od 6 lat, też mamy małą córkę (18 m) i te same rozterki, odczucia, stosunek do przyjaciół, a może bardziej ich braku, rodziny 2000 km stąd, służby zdrowia i hasła "Paracetamol na wszystko" i braku perspektywy powrotu do domu. Przykre, ale żyć trzeba... Pozdrawiam Cię gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja sie pogodzilam ze wszystkim i zyje sie mi latwiej ;-)

      Usuń
    2. My też. Tylko najbardziej przeszkadza mi ta myśl, że mała wychowuje się bez dziadków, wujków i cioć:( No cóż, Nasz wybór. Nikt na siłę przecież nas tu nie trzyma:)

      Usuń
    3. dokladnie, ale sama przyznaj ze strach przed powrotem jest ogromny..:/ szkoda ze tak nas los rzucil... latwiej jest przyjechac niz wyjechac, a moze tak samo..!

      Usuń
  24. ja podziwiam osoby które wyjeżdżają do innego kraju, ja bym nie potrafiła mimo tego że nie zawsze jest różowo to nie mogła bym... i na pewno będzę podczytywać


    pozdr i zapraszam do nas www.swiat-karinki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Kochana, zagadzam sie z kazdym Twoim slowem w tym poscie.
    niestety emigracja do latwych nie nalezy... i ostatnio dochodze do wniosku, ze chyba uk jest jakies takie chore, bo siostra od 9 lat mieszka w niemczech i nie marudzi na nic.
    Jak chcesz tez moge przygotowac podobny post o moich przemysleniach... jesli ta osoba zainteresowana chce...
    Chociaz troche boje sie, ze ja wystrasze ;)
    Buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sama bardzo chetnie poczytam ;-)
      na nas nie mozna polegac tak do konca bo my nie wiemy jak zyje sie w PL ;-)

      Usuń
  26. Służba zdrowia w UK - widziałam komentarze dziewczyn będących w ciąży. Brak takiej ilości usg jak potrzeba, olewanie ciąży do 20 tygodnia bodajże... Jak dla mnie koszmar :/
    Niby polska nie jest jakaś super pod tym względem, ale nam brakuje sprzętu i pieniędzy dla szpitali, a w uk mam wrażenie, że brakuje bycia ludzkim.
    Nie znam się, bo w UK byłam tylko tydzień, ale takie odnoszę wrażenie

    OdpowiedzUsuń
  27. Dostałaś ode mnie taga :)
    http://wszystkoiwszystkoinic.blogspot.com/2013/02/o-t-g-o-w-n-a.html

    OdpowiedzUsuń
  28. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  29. tak zgadzam sie z tym postem w 100% niestety..badz stety zalezy...
    ale w sumie tez nie mam porownania bo wyjechalam w pierwszym tygodniu studiow...
    a jak to jest byc mama w uk...poki co sie przekonuje i pierwsze co nasuwa do glowy to to ze jest troche smutno...no bo nie ma tylu ludzi tutaj ile jest w polsce z ktorymi mozna dzielic to szczescie...

    OdpowiedzUsuń
  30. Mieszkałam w Londynie jakiś czas potem wróciłam do kraju znowu wróciłam do UK . Zdecydowałam sie na definitywny powrót tesknilam za bardzo za rodzina moze dlatego, że na wyspach byłam sama bo koleżanka z która przyjechałam dostała prace w bristolu i zwyczajnie mnie zostawiła . Po "definitywnym" powrocie w kraju po tych kilku latach z mała przerwa było mi cieżko sie odnaleźć. Dostałam jednak prace poznałam meza mojego jednak cały czas ciągnęło mnie na wyspy . Zaprowadzilam separację w naszym związku i wyjechałam na 3 tygodnie i pomyśleć gdzie chce być . Mimo, ze nie lubię mojego miasta wróciłam stwierdziłam ze skoro miota mnie w te i z powrotem to gdzie nie będę , zawsze będę tęsknić za tym drugim domem . Teraz kiedy pojawił sie Jaś nie żałuje decyzji nie byłabym na tyle silna zeby być na wyspach sama tylko z mężem bez pomocy mimo, ze uważam sie za bardzo samodzielna to po prostu emocjonalnie nie byłabym w stanie. Podziwiam ludzi którzy potrafią żyć mimo, ze tęsknią pewnie codziennie za cząstka siebie zostawiona w kraju bo jednak będąc tam myśli sie co sie dzieje tu jak rodzice rodzeństwo ... Mnie było cieżko na tyle ze jestem tu

    OdpowiedzUsuń
  31. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma i każdy z nas szuka idealnego miejsca na ziemi dla siebie i swojej rodziny, swojego raju. Ja swój raj mam w PL żyje mi się dobrze i nie narzekam stać mnie na wyjazdy wakacyjne, zimowe, stać mnie na potrzeby moje i mojej rodziny i nie róbmy już z PL kraju bidoków, bo kategorycznie się z tym nie zgodzę.

    OdpowiedzUsuń
  32. ja czasami tęsknię za Irlandią, myslę o przyjaciołach, którzy tam zostali, zielenią, czasami nawet za deszczem tęsknię.... każde miejsce ma swoje plusy i minusy, najważniejsze, że macie siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  33. Dzięki za tego posta.
    My właśnie pożegnaliśmy ostatniego przyjaciela męża ze studiów, który wyjechał. Od nas co prawda pojechali sami "wolni" znajomi, tj jedyny związek w jakim byli to związek z frankiem szwajcarskim, który to się przyczynił do ich wyjazdu :))
    Mówią, że zarobki super (branża IT) tyle, że pracują i po 12h, nie wydają kasy, bo nie mają czasu, z nikim się nie spotykają, bo nie mają czasu i siły.

    Wyjazd we czwórkę, to już przedsięwzięcie na inną skalę :(

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  34. a my wrocilismy ponad rok temu do Polski po 6-letnim pobycie w Irlandii
    w Polsce zyje sie ciezko, ale chcielismy, zeby mala miala kontakt z dziadkami
    i piszac ciezko, nie mam na mysli aspektu finansowego, tylko podejscie ludzi - wiekszosc jest sfrustrowanych, niemilych, za byle co mozna opieprz dostac nawet w sklepie czy aptece hehe
    w urzedach czesto ludzie zrzedliwi, niechetni do pomocy
    Irlandii brakuje mi baaardzo, moze kiedys wroce ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje serdecznie za odwiedziny na naszym kawałku blogosfery :-D Jeśli podobał Ci się post zostaw mały ślad w postaci komentarza, tym samym zapraszasz mnie do swojego świata:-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...