sobota, 24 listopada 2012

Maja i cyc

Będąc w ciąży wertowałam, sprawdzałam i czytałam odnośnie maleństwa, opieki nad nim, zakładałam wiele rzeczy min. ze będę rodzić naturalnie, cycuśkiem będziemy się żywić, spać w swoim łóżeczku, nie będziemy mieć sztucznej dojarki (czyt. smoczka)... można by tak wymieniać.
Termin nam się kończył a jak Maja w brzusiu była tak była, nerwy, stres a przede wszstkim zmęczenie mojego przeciążonego org. dawało się we znaki.... do tego ciągłe pytania czy już???
dobre rady 3xSSS musicie zrobić i po wszystkim...
rady jak to wić gniazdo trzeba...
mąz nawet wziął mnie na przejażdżkę i woził po dziurach, bo mu kolega w pracy powiedział że jak on swoją przewiózł to od razu zaczęła rodzić...
był też kurczak z carry... nie tknę go chyba do 18 Majki.. albo dłużej..
a Maja miała to wszystko gdzieś!
(jakby ktoś miał ochotę poczytać jak to było z porodem TU)

Głównym moim założeniem było karmić piersią, moja siostra karmiła Piotrusia do 2 latek, cudowne było patrzeć tak na nich, ja też chciałam !

Po zaszyciu mnie, unormowaniu, wzięli mnie do sali obserwacyjnej i tam właśnie dostałam pierwszy raz w ramiona moja Bee, pierwszy przytulas, wyciagniecie cyca i Maja zassała...
tak jakby robiła to od zawsze, przepiękne uczucie
wielkie oczyska wbite we mnie, rączka kurczowo mnie trzymała 
Moj ssak jak zaczął ssać tak ssał i ssał i ssał...
na 3 sek nie dało się Majkusi wziąść od cyca!
Później było juz tylko gorzej, straszny wrzask nawet przy cycusiu, mojemu dziecku nie wystarczały znikome ilości pokarmu, była duża a duże dzieci dużo jedzą.
Prosiliśmy położne aby dokarmiły Maję, one nawet słyszeć o tym nie chciały
-Zdecydowałaś się na karmienie więc małą przystawiaj, a mleczko się będzie produkować.
Rację muszę im przyznać bo tak jest, ale czy kosztem takiego wrzasku, pogryzionych cyców, bólu w oczach  moich i maluszka.
Po około 5 godzinach, dostałyśmy własny pokój, chyba po to żeby Maja mogła wrzeszczeć do woli,
trudność przy poruszaniu po cesarce jest ogromna, podciągnięcie się na łóżku graniczy z cudem, obok mały szkrab  wzywający o cycka w którym nie ma mleka...
do tego najlżejsza Majusia też nie była
Pierwszy koszmar przeżyliśmy właśnie w szpitalu, całkiem inaczej sobie wszystko wyobrażałam, na pewno nie aż tak "hard"

Po trzech dniach pobytu w dusznym, klejącym, śmierdzącym szpitalu dostałam wypis na rządanie, szalone to było wiem!
Słaniając sie na nogach szłam dzielnie, aby nikt nie zauważył że jest mi źle, za nic na świecie nie chciałam wrócić do tych czterech ścian!
Cudem dotarłam do samochodu, jadąc myślałam że zaraz flaki wylądują mi na kolanach, przedziwne uczucie.. bryyy na samo wspomnienie dostaję gęsiej skóry!

Domek czekał na nas wraz z babcią, od razu poczułam się lepiej przekraczając próg!
Maja wciąż była "modelem" nie odkładanym, intensywnie ssała 30 do 45 min, niby najedzoną kładliśmy do łóżeczka, ja w tym czasie chciałam zjesc lub się wykąpać, zanim się zwlokłam, doszłam, zaczęłam przeżuwać a to mi szło strasznie, każdy kęs kuł od środka, moje dziecko już kwiliło.
O kąpieli nie wspominając, kąpałam się i płakałam razem z Mają, ona mnie chciała a ja byłam pod prysznicem, zanim wyszłam ubrałam się, doczłapałam mijały wieki,
wszystko było nie tak...!
Problem zaczął się 5 dnia, prawa pierś mi napęczniała, Maja nie chciała z niej ciągnąć, ból stawał się niesamowity, położne które przychodziły codziennie postanowiły mi przysłać eksperta od laktacji, aby nas wspomóc.
Przyszła pani grubo po 50, obmacała pierś, poprosiła o laktator, nic nie chciało wylecieć, wówczas się zaczęło...
Powiedziała że najlepsza jest natura i zaczęła przystawiać Maję, moja mama wyszła z domu, to były dwie godziny płaczu mojego dziecka, teraz bym w życiu na coś takiego nie pozwoliła, a w tedy myślałam że tak trzeba... oj ...:(
Tak jak Maja ładnie ssała pierś tak po tych torturach za nic nie chciała złapać...
Umęczona zasnęła a ja zostałam z wielką banią, zadzwoniłam do znajomej tłumaczki, która wspomaga kobiety rodzące, powiedziała że mam zapalenie najprawdopodobniej i trzeba jechać do szpitala...
Zadzwonił K. okazało się że sama nie mogę przyjechać muszę z Majką, wcześniejsza sytuacja stanęła mi przed oczami, tylko nie to, drugi raz nie dam rady tego znieść!
Zadzwoniłam raz kolejny do pani K. i poprosiłam o jakiś domowy sposób, kazała okładać kapustą, ciepły prysznic i odciągać.

Walczyłam w samotności z moim prawym cycem 3,5 godz. w końcu zaczęłam majsterkować, okazało się że miałam zablokowane kanaliki (jak się później dowiedziałam)

Tyle cierpienia...

Po miesiącu byłam bardziej mobilna, Maja dalej na cycu dzień i noc, każde karmienie wywoływało ogromny ból, karmiłam i płakałam, sutki pogryzione do granic, koleżanka w końcu doradziła mi abym na czas zagojenia się ich ściągała mleko i dawała Majce z butelki, tak też zaczęłam robić.
Maja jako miesięczne dziecko wypijała po 120ml i więcej mojego mleka i po 30 min była głodna.
Produkcja mleka nie była ąz tak nawałnicza...
Zaczęliśmy ją dokarmiać za poradą położnych, pod koniec 2 miesiąca Maja odrzuciła moje mleko, 
nie chciała i już, ani z cyca ani z butelki!

Dwa pierwsze miesiące były dla nas bardzo ciężkie, ja przez to że  nie chciałam przejść na butle straciłam radość z macierzyństwa, był ciągły płacz głodnej Mai.
Mleko w piersiach straciłam bardzo szybko, odciągając coraz mniejsze porcje, az cyce się wysuszyły, pamiętam jak dziś ulgę że nic mi nie cieknie, nie smierdze mlekiem, nie musze odciagac, nie jestem uwiazana do laktatora, moge wyjsc na  caly dzien gdziekolwiek.
Majka stała się cudnym radosnym dzieckiem, mężul i babunia oraz ja w końcu się wyspaliśmy!
Zaczęliśmy się cieszyć sobą.

Jak się potem doczytałam mogłam mieć mało treściwe mleko z powodu niskiej hemoglobiny, która po cesarce spadła do 7,5 i za nic niechciała isc do góry.
Gdybym się dłużej upierała przy cycu mogło by się to skończyć źle dla mnie.

Mimo iż fizycznie się odbudowaliśmy za każdym razem jak dawałam Bee butlę z karmą czułam się jak najgorsza matka na świecie, przeszło mi dopiero po rozmowie z sąsiadkami.
Córka mojej sąsiadki doświadczyła tego samego co ja, wysłuchała, wsparła, cieszę się że mam je obok:)

Drogie cycusiowe mamy nie wszystkie mamy butlowe są z wyboru!!!
Czasem aby funkcjonować, ba żyć trzeba odpuścić!

Pierwsze chwile dziecka na świecie, ogarnięcie sytuacji jest naprawdę ciężkie, a presja jakiej ja zostałam poddana z cycem o mało nie wbiła mnie w depresję.

Napisałam tego posta nie po to aby ktoś się nade mną użalał, tylko po to by uświadomić przyszłe mamy iż najważniejsze jest dobro dziecka i wasze, nie ważne jaką drogą pójdziecie, ważne aby nic nie przyćmiewało wam radości z bycia razem!

Z perspektywy czasu też uważam że dzieciaki na butli są mniej zależne od matki, mama nie jest aż tak zmęczona, wcale gorzej się nie rozwijają,  miłość i bliskość można wyrazić na milion sposobów nie tylko przez cyca, zresztą mój K. go nie ma a Maja za nim szleje!
:D

35 komentarzy:

  1. Akurat wczoraj u mnie pod oknem jedna kobietka z drugą gadały o tym,że czeka na poród i czeka... i jakie tam ma stosować metody hehe ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą w stu procentach i współczuję (nie użalam się) tej ciężkiej drogi, którą musiałaś przejść.
    Ja córcię karmiłam 6 miesięcy, ale jak byłam zmęczona czy mała wydawała się głodna to dostawała mleko z butli. Wszystko dzięki wspaniałym położnym ze szpitala które nie popadły w skrajności wszechobecnej manii karmienia piersią i jak dzieci darły się z głodu w niebogłosy a matki (w tym ja) ledwo na nogach się trzymały to pytały czy mogą trochę dokarmić, nawet doradzały żeby się nie męczyć. Wiem, że pierś to najzdrowszy sposób żywienia dziecka ale nie zmienia to faktu, że butelką krzywdy dziecku się nie robi.
    Szczęśliwa i zdrowa mama to szczęśliwe i zdrowe dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie mialam tyle szczescia i wsparcia w położnych, pielegniarkach... stawiały na cyca ... cóż z tego ze mleko milam jak bylejakie..!
      Szkoda że świadomość ludzi jest tak płytka, nie karmisz - to napewno z lenistwa, cokolwiek byś powiedziała i tak się nie liczy... leń i tyle!

      Usuń
  3. Och, Bee - aż mnie dreszcze przeszły :( Mam nadzieję, że już więcej nie będziesz się przejmowała zwichrowanymi laktywistkami. Ściskam Cię mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje, teraz zmądrzałam, do pewnych wniosków trzeba dorosnąć!

      Usuń
  4. Uważam, że nie ma co męczyć na siłę i siebie i dziecka. Wyrzuty sumienia z powodu karmienia dziecka butelką są niepotrzebne, chociaż czasem trudno się ich pozbyć. Ale przecież najważniejsze jest dziecko, a zaspokojenie jego głodu to podstawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda ze wowczas nie pisalam bloga, pewnie wasze wsparcie by mi bardzo pomoglo:)

      Usuń
  5. Moim zdaniem, każdy ma prawo karmić tak, jak uważa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj biedulo ale się wycierpiałaś. Ja w szpitalu miałam przy pierwszym porodzie (też cc) takie same przeżycia jak Ty. Po powrocie do domu było lepiej psychicznie ale z karmieniem dalej był problem. U nas na szczęście po 2 tygodniach walki udało się i karmiłam piersią. Przy drugim porodzie było już dużo lepiej - nie nastawiałam się na nic, wiedziałam czego chcę i nie przejmowałam się położnymi ani tym co powie otoczenie. Dzięki temu było mi dużo łatwiej :)
    Ja nie potępiam mam butelkowych. Uważam, że każdy ma prawo wyboru by karmić dziecko tak jak chce. Najważniejsze jest to aby kochać dziecko i otaczać je opieką oraz miłością. Sposób karmienia nie ma tu znaczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. dobrze że tego posta napisałaś ja też chciałam cycem karmić ale Emila nie chciała zassać po urodzeniu wylądowała na oddziale ratunkowy tam nie karmi się cycem ... ściąga mleko i zanosi tak robiłam a po 7 dniach ona już tak ssała z butki i smoka że nie dało rady przestawiać ... miałam mało pokarmu z chwilą kiedy zaczęłam dokarmiać sztucznym moim E. pluła jak szalona ... odpuściłam ...
    kiedy raz znalazłam się u pewnej pediatry zapytała mnie czy karmię dziecko ja mówię że nie a ona że jestem wyrodną matką... a ja jej odpowiedziałam że Pani nie jest dobrym lekarzem, i wyszłam ...

    buziaki dziewczyny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak może tak lekarka zareagować?
      Co za ludzie... ;<

      Dobrze zrobiłaś ;)

      Usuń
    2. moja siostre tez wyzwali od wyrodnych bo maly jak zaczynal ssac plakal w nieboglosy... niby ze zle dostawiala go do cyca, a co sie okazalo...?
      przez kapanie maluchow pod zlewem przy otwartych drzwiach dostal zapalenia ucha...

      szkoda gadac jak czlowiek potrawi skrzywdzic slowem drugiego...!!!

      Usuń
  8. Oj wiem dokładnie o czym piszesz. Po cesarce ból jest okropny. Poruszać się i robić cokolwiek to straszna męczarnia. Do tego karm cycem. Podnoś i noś dziecko...

    Ja na szczęście miałam pokarm. Aż nad to. Maja ładnie piła, tylko ból był nie do zniesienia - popękane sutki. Nakładki nic nie dawały. Pielęgniarki u mnie też nie chciały Małej dokarmiać. Więc musiałam się męczyć. Szczególnie doskwierało mi to w nocy...
    Jak wróciłyśmy do domu to podawałam Majce mleko MM, miałam lęki że jest niedokarmiana... Gdy wszystko się w CYCACH zagoiło zaczęłyśmy pić same mleko z cycusiów - tzn, Majka zaczęła. Z powodzeniem :)
    Teraz Majka nie chcę ani innego mleka ani butelki.
    Dlatego doskwiera mi moja amobilność... :( I trochę Ci zazdroszczę tej swobody :) I przespanych nocy :P

    Mleko MM wcale nie jest gorsze :) A matki karmiące MM nie są wyrodne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tymi przespanymi nocami to przesada, nadal wstajemy raz w nocy o roznej godzinie, wszscy mowia abysmy przestaly, mi jednak intuicja podpowiada że MAja potrzebuje tego karmienia.

      Cycul ma to do siebie że mamy są jak dydki na sznurku to fakt, butelkowe mamy są dużo luzniejsze

      Jak rozmawiam z mamami które maja wiecej niż 2 dzieci mówią zawsze to samo
      -Pierwsze karmiłam 1,5 roku, drugie 6mieszecy, 3 wcale...
      Zapytane dlaczego odpowiadają jedno...
      -Dobro dziecka zaczynałam od siebie..!

      Usuń
  9. Czytajac ten post miałam wrażenie, że czytam o sobie...
    U nas było IDENTYCZNIE! prawie kropka w kropke. Też wytrwałam tylko 2 miesiace bo mały ciągle chciał jeśc, od pierwszego dnia tylko by wisial przy cycu! Inne mamy zazdroscily, ze duzo je, a ja mialam dość. Bywaly lepsze i gorsze dni, tygodnie, ale pod koniec drugiego miesiaca przegralam walkę. Maly tez odrzucil cyca w wyniku dokarmiania butlą.
    Pierwsy tydzien po narodzenia syna był najgorszy, bo plakal przy kazdej probie odlaczenia od cyca. Moja mama musiala mnie karmic, bo nie moglam zejsc z lozka! Pierwszy tydzien to byla mordęga, pozniej bylo trochę lepiej, ale bez rewelacji, a potem juz plakal nawet przy piersi i liczyla się tylko butla...
    Problemy skonczyly się jak przestalam karmic piersią no i minely nam wtedy rowniez kolki....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem o czym piszesz, rytualne odciagania cyca co dwie godziny -noce byly najgorsze- rzeznia poprostu!!
      na szczescie to za nami:)

      Usuń
  10. Ja też jestem butelkową mamą. Artur jest wcześniakiem, urodził się bez odruchu ssania, najpierw karmiony był sondą, później uczył się ssać na smoczku. Położne powiedziały, że o karmieniu piersią mogę zapomnieć. Stwierdziłam,że jak tak musi być to trudno. Najważniejsze dla mnie było dobro Artura. Odciągałam mleko laktatorem przez 4 miesiące, ale było to uciążliwe. Tak jak u Ciebie mleko zanikło,odciągałam coraz mniej. Może trochę żałuję,że nie wiem jak to jest karmić piersią, ale nie czuję się gorsza. I nie biorę udziału w wojnach między mamai butelkowymi a mamami karmiącymi piersią. Najważniejsze żeby dziecko i rodzice byli szczęśliwi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podziwiam Cie ze dalas rade 4miesiace odciagać, dla mnie odciaganie bylo katorga, uwiazaniem w domu, Maja nie zawsze miala ochote ciagnac bezposrednio z dojarki:(

      Usuń
  11. Przykro mi ,ze tyle przeszlas. Najwazniejsze ,ze wkoncu jakos sie wszystko ulozylo :) Ja synka karmilam 6 miesiecy w tym czasie mialam cztery razy zapalenie piersi.I za kazdym razem jak tylko dostalam je mialam skoki temperatur,raz cieplo raz zimno i na koniec przychodzil brak oddechu u mnie.Tak tez za kazdym razem po takich pierwszych dwoch godzinach londowalam u lekarza i antybiotyk dostawalam,bo inaczej nie puszczalo. Ale ja sie nie poddawalam i dalej karmilam poki moglam.Z corcia bylo inaczej karmilam ja niecaly miesiac,urodzila sie duza i chciala wiecej. Bylo mi dziwnie ja odstawic od piersi ,ale i myslalam o tym ,ze jak dostanie butelke to bedzie najedzona i spokojniejsza i tez tak bylo :)I tak na koniec ja mialam dwie cesarki nie mialam skurczy do porodu prawie wcale i kazda byla inna.Po pierwszej czucie aby sie obrucic na lozku odzyskalam po chyba 7 godzinach. Po drugiej po godzinie umialam podwinac nozki i sie przesunac na lozku:)Too tak napisalam,aby sie nie bac.Kazdy porod jest inny czy to normalny czy cesarka:)I najwazniejsze jest dobro mamy jak i malenstwa butelka to nie jest zlo jakies jak trzeba to trzeba i przedewszystkim malenstwa sie nie mecza i sa spokojniejsze jak najedzone sa :) Buuziaczki :) Milego weekendu Ci zycze :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Madziu jesteś niesamowicie dzielną kobietką, wyobrażam sobie przez jaki koszmar musiałaś przejść. Płacz dziecka rozrywa serce, a niemożność uspokojenia go podwójnie. Ze mną na sali leżała dziewczyna, która choć trzymała małego przez 24h przy piersi to płakał i płakał. Uspokoił się dopiero w momencie gdy położna podała mu 5ml mleczka, przespał bite 7h. Dziewczyna się jednak uparła, że chce karmić piersią. Mały spadał na wadze, choć to normalne w pierwszych dobach życia. Płakał jednak jeszcze bardziej, właściwie darł się, nie spał- masakra. A ona za cel postawiła sobie, że wyjdzie do domu razem ze mną, ale warunek był taki że waga musi iść w górę :(
    Ja karmię, poszło lekko. Ale zdałam się na instynkt, nie czytam książek, nie chcę się w koło radzić. Widziałam, że w szpitalu każdy radził coś innego. Pod presją i różnymi radami można nie podołać, bo czasem jest to po prostu niemożliwe. Każda mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej, jednak nie zawsze jej się to udaje. To co Ty przeszłaś jest tego najlepszym przykładem.
    Buziaczki dla Ciebie :**

    OdpowiedzUsuń
  13. masz rację, zgadzam się w pełni z podsumowaniem :)
    ważne, że jesteście szczęśliwe :)

    OdpowiedzUsuń
  14. MM niech żyje Marylin Monreo :) Ty wiesz już co ja o tym myslę :))))

    OdpowiedzUsuń
  15. Prawda, prawda i jeszcze raz prawda!!! Najgorsza jest presja, którą na matkach wywołują inni, często obcy dla Nas ludzie. Wiele razy słyszałam "Ty muszisz karmić piersią". Całe szczęście,że jakoś te wszystkie "dobre rady" i docinki jakoś mnie nie obchodziły!!! Początki też mieliśmy bardzo trudne, począwszy od pogryzionych sutków, nerwowość Mai przy piersi aż po zapalenie piersi. Nie krępowałao mnie nigdy karmieniew w obecności osób trzecich, ale miałam dosyć tych wszystkich rad!!! a to nie tak przystawiasz, dziecko śię udusi, bo ma nosek za blisko piersi, ściągaj zanim przystawisz bo mała się dławi i mogłaby tak wymieniać i wymieniać. W końcu powiedziałam dość!!! Zamyałam pokój na czas karmienia i wszyskie problemy się skończyły. Maja przestała być nerwowa przy cycu, ładnie ssała, nic jej nierozpraszało. Czasem warto posłuchać fachowej opini, ale nie warto się w to zagłębiać - taka moja rada dla młodych mam:) W końcu każda matka wie co dobre dla jej dziecka:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Święta prawda! Nie ważne czy karmimy cycem czy butelką. Ważne żeby mama i dziecko byli szczęśliwi (i najedzeni) :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetnie to opisałaś! Ja tez miałam cesarkę i tez strasznie się męczyłam próbując karmić piersią synka, też tak jak u Was Synuś był duży i dużo jadł. U nas tez skończyło się na butli - po miesiącu się poddałam...jednak ja nie dostałam Synka na karmienie, został dokarmiony butlą od razu bez mojej zgody, ja próbowałam go karmić piersią w dzień a w nocy mi go zabierano i dokarmiano butlą - a później synkowi nie chciało się już męczyć z piersią:/

    OdpowiedzUsuń
  18. Przykre jest to co napisałaś:( To, że nacikały na cyca nie było tak złe, jak to, że nie potrafiły dac dobrej rady, a "ekspert" którego przysłały najprawdopodobniej poprzez ucisk pozaciskał kanaliki - NIE UGNIATA SIĘ, ZWŁASZCZA NABRZMIAŁYCH PIERSI (PODCZAS NAWAŁU). Miałas klasyczny nawał i żadna Ci nie powiedziała co robić - to doprowadziło do takiego bólu i do tego, że Majka nie mogła ssać.
    To, że Maja płakała mogło wynikać z tego, że owszem ssała ale nieefektywnie, tego też nie sprawdziły!
    Z takim wsparciem to dobrze, że zdecydowaliście się na butlę! Zwłaszcza, że chodziło tez o Twoje zdrowie!!!
    Nie wiem jakie to pocieszenie, ale w Pl też jest mnóstwo takich przypadków....

    Ja miałam niesamowite szczęście - miałam naprawdę mądre kobiety w okół siebie, no i bardzo ważne - choć telefonicznie to były - mądre rady mojej mamy (która wiedziała co robić, choć mnie karmiła piersią bardzo krótko-wtedy nie miała takiej wiedzy).

    No i internet - non stop wisielismy z G. na necie czytając fora medyczne i analizując trafność porad dostosowywaliśmy je do naszych sytuacji z Hanią.

    Gdyby nie takie zrządzenie, nie wiem jak by było.

    Madziu, życzę Ci, żebyś przy następnym dziecku, jeśli się na nie zdecydujecie, miała dobre położne i mase wsparcia:) No i łatwiejszy poród:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu nie sadze aby to byl nawal, bo jakby byl spokojnie odciagnelabym sobie laktatorem, niechcialam tego pisac - ja poprostu zdarlam sobie strupy do krwi i dopiero polecialo mleko, odblokowaly sie kanaliki i poszlo!
      Watpie tez ze Maja ssała malo efektywnie bo cyce po karmieniu byly puste, zawsze dociagalam laktatorem to co zostalo, aby zwiekszyc ilosc pokarmu.
      A wsparcie mialam tak jak napisalas zerowe niestety!

      Usuń
    2. Wiesz, nie wiem, bo nie widziałam, ale wiem, że przy zbyt duzych ilościach pokarmu laktator może nie odciągnąć, bo się robią w piersi zastoje (takie bolące guzki), które prowadzą tez do zatykania kanalików i stanów zapalnych. Szkoda, że żadna nie powiedziała Ci wtedy, żebyś robiła ciepłe okłady i delikatnie masowała, a raczej głaskała pierś. Po gorących okładach piers byłaby lekko rozluźniona i mogłabyś spokojnie odciągnąć nadmiar - nie bolałoby tak bardzo:(
      Naprawdę współczuję, bo zwykły nawał doprowadził do stanu zapalnego.
      No to faktycznie Majka musiała ssać dobrze - szkoda, że Ty się tak wycierpiałaś.....

      Usuń
    3. robilam masaze pod prysznicem, okladalam kapusta na zmiane z cieplymi okladami - wlasnie dlatego udalo mi sie samej doprowadzic do porzadku piers!
      (pisalm wyzej) a wczesniej masowalam pod cieplym prysznicem aby min. zwiekszyc laktacje! my tez mamy dostep do internetu:D do tego moja mama wykarmila 5 nas wiec dobrej rady mi nie brakowało. Mamcia mowila też ze takiego glodomora nie widziala choc ma jak juz pisalam nas piecioro i dwa razy wiec wnuczkow!

      Usuń
    4. a jesli chodzi o wsparcie ze nie mialam go to chodzi mi to profesjonalne, niby pelno kobiet przychodzilo do mojego domu a kazda peplala co innego!
      dobrze ze mama miala zdrowy rozsadek!

      Usuń
    5. Ciężka sytuacja...Ale w sumie dobrze, że tak się stało (pomijając Wasze cierpienia), bo jak sama pisałaś miałaś problemy z hemoglobiną, mogło by nie być zbyt ciekawie...

      Kurczę, jak to jest, że rady mamy z reguły są dobre, a teściowych nie? i nie mówię tu o odrzucaniu rad teściowej dla zasady.....

      Usuń
    6. na jedno sie ciesze ze jestesmy tak daleko i rad mi K. nie przekazuje:))
      :D

      Usuń
  19. Ja przed porodem też sobie mówiłam minimum 6 miesięcy. Skończyło się na 2 miesiącach. Piersi mnie bolały nie z powodu zapalenia, ale z powodu wielkości. Kręgosłup tez masakra. Nie mówię już o tym, że nie było stanika, który byłby na mnie dobry pod biustem 70 cm , a cyc jak - masakra. Może to przyziemny problem bo mogłam karmić i karmić, ale psychicznie nie dałam rady i powiedziałam to położnej, a ona krótko i na temat szczęśliwa mama = szczęśliwe dziecię. Oczywiście karmienie naturalne jest najlepsze, ale całe szczęście mamy wybór. Gdy by nie było mleka modyfikowanego pewnie bym była mamą karmiącą z depresję, a tak mamy szczęśliwą rodzinkę.

    OdpowiedzUsuń
  20. fajny, mądry, rozsądny i bardzo szczery post. ja karmię, ale nie jestem fanatyczką. każdy ma swoje podejście, poza tym każdy organizm jest inny i nie zawsze jest tak, jak chcemy. to prawda, że to nie jedyny sposób na budowanie relacji. zresztą, gdy się karmi butlą, przytula maluszka., to też buduje się bliskość.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje serdecznie za odwiedziny na naszym kawałku blogosfery :-D Jeśli podobał Ci się post zostaw mały ślad w postaci komentarza, tym samym zapraszasz mnie do swojego świata:-)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety