piątek, 23 czerwca 2017

Zwiedzamy Scarborough

Scarborough cudowne miejsce na mapie Anglii, pod warunkiem, że nastawicie się na zwiedzanie.
Centrum typowe dla ang. nadmorskich miasteczek, pełno tu familijnych kasyn. brak miejsca do parkowania, tłum ludzi przytłaczający.

Miejsca parkingowego szukaliśmy około 15-20 min, z nadzieją że coś znajdziemy lub też naiwnością wjechaliśmy w centrum w godzinach popołudniowych.
Zatrzymaliśmy się w końcu w północnej części wybrzeża, do centrum piechotą około 2- 3 kilometra, w zależności jak daleko zostawimy samochód.
Pokonać drogę do centrum można w krótszy sposób wspinając się na wzgórze zamkowe.
Wchodząc napotykaliśmy co rusz ławki, na których można było odpocząć, przekąsić coś, lub napić się kawy.


Na wzgórzu znajduje się Scarborough Castle.


Zamek przetrwał cztery oblężenia, bombardowania podczas II Wojny Światowej, jest jednym ze starszych budowli, pamięta on najazdy Wikingów.



Obecnie zamek zarządzany jest przez fundację English Heritage. Na terenie warowni istnieje centrum dla turystów m.in. z wystawą lokalnych artefaktów oraz platformami widokowymi.


English Heritage jest organizacją pozarządową, która opiekuje się zabytkami należącymi do "zbioru dziedzictwa narodowego".
Oferuje członkostwo roczne, które można wykupić jednorazowo lub miesięcznie w zamian mamy dostęp do około 100 zabytków. Minusem jest to, iż jeśli jest organizowane jakieś wydarzenie to wstęp na teren zamku jest darmowy za resztę trzeba płacić.
Jeśli lubicie zwiedzać ruiny i stare zamki bardzo opłacające jest takie członkostwo.

Oliver nasz bohater wziął nas na barana :-)


Widoki są przepiękne!








Wycieczka ogólnie udana, dzieci szczęśliwe i zmęczone wróciły, a to jest naszym priorytetem.

Prędko jednak nie odwiedzimy miasteczka, zawiodłam się odrobinę.
Plaża brudna, toalety nie znaleźliśmy w pobliżu centrum, kawiarenki/restauracje zatłoczone, brak miejsca do parkowania.

Pozdrawiam Serdecznie!

sobota, 10 czerwca 2017

Przegląd z telefonu - Maj

Pewnie się powtórzę, czas pędzi tak szybko, że nie jest się wstanie ogarnąć wszystkiego.
Zatem blog leży, obiecałam sobie, że choć miesięczne streszczenia będę robić ;-)

Zaczęliśmy malować płot w ogrodzie na szaro, obfite deszcze i porywiste wiatry skutecznie nam to utrudniły.
Jak skończymy podzielę się z Wami jak też szary wygląda na płocie ;-)

Tatuś zrobił eleganckie skrzyneczki na zioła, a tymczasem zagnieździły się tam kwiaty.

Czasem pokazuje się nam słońce i wtedy chce nam się działać i żyć.

Olko i jego make-up zrobiony przez koleżanki Mai i zapewne ja samą:-)

Majunia złapała w końcu ospę wietrzną.


Byliśmy w Scarborough, cudowne miejsce!!
Jak się wyrobię zrobię relację.
W drodze powrotnej Olusiowi zaczęły wyskakiwać pęcherzyki ospy wietrznej.
Tym sposobem mamy ospę wietrzną w dwupaku za sobą!

Spełniły się Mai marzenia i uzbierała sobie na Pompom Wow



Oraz Fidget spinner



Przyszedł mój wymarzony stół!!!!
(też sobie uzbierałam...hahaha)
Kocham GO!!!

Zmotywowało nas to do pomalowania ściany tablicową farbą.
Tak naprawdę wstrzymywaliśmy się z tą decyzją, bo się obawialiśmy jak będzie wyglądał ciemny kolor i jak będzie z kredą - słyszałam różne opinie na ten temat.
Jeszcze jej nie użytkujemy, trzeba odczekać około tyg. aby farba nabrała mocy!


Jeszcze chwila i będziemy testować! Zdam relację na 100%

Na urodziny kupiłam sobie lampę do hybryd.
Początki były trudne!
Teraz jestem mega zadowolona.
Robiłam sesję wspaniałej rodzinki, najmniejszy jej członek miał niecałe 2 tyg.


Obecnie mamy problem z "kupsztylem", Olko pięknie robi "siusiu" na nocniczek.
Kupa to nasza zmora, zaciska tą dupinkę i nie chce zrobić na nocnik.
W pampersa też nie chce... tak przesiadujemy po 40 min na kibelku, wspomagamy się glukozą, pijemy dużo, ale to wszystko na nic. Młody zaciska zwieracze z niewiarygodną siłą.
Poradźcie dziewczyny co ja mam robić, bo oszaleję niebawem!
Piszę posta tylko dlatego, że Olko śpi.




Na bierząco znajdziecie nas na INSTAGRAMIE

Dziękuję, ze jesteście z nami już tak długo:*
Buziole dla Was

wtorek, 16 maja 2017

Sherwood Forest - zwiedzamy


Nie mogliśmy się doczekać cieplejszych dni, kiedy to zakładamy plecaki i ruszamy na podbój świata.
Robina odwiedzamy każdego roku.
 Uwielbiam obserwować zmiany i postrzeganie świata u moich dzieci. Miejsce to samo, otoczenie znane, reakcja zawsze inna.
Olko z otwartą buzią słuchał o Robinie, Maya nadziwić się nie mogła jak on mógł mieszkać na drzewie.


Sherwood, tak jak większośc obiektów do zwiedzania posiada szereg tras do zdobycia.


Z uwagi, iż byliśmy późnym wieczorem pozwoliliśmy sobie wziąść rowery...
są one zabronione... ale nikomu nie przeszkadzaliśmy, bo nikogo nie było;-)


Teren lasu jest przepiękny, drzewa ogromne, nie jedną historię mogłyby opowiedzieć.


Największą atrakcją jest legendarny dąb - Major Oak, był on kwaterą Robin Hooda.
Ma on około 800 lat, jego konary są podtrzymywane przez system wsporników.


Z pni drzew wyrzeźbione są domki leśnych duszków.


Dzieci stwierdziły, że taki karmnik to my też musimy zrobić dla ptaszków.


Kolejny domek wróżek i ogromna niespodzianka!


W pień drzewa powkładane są pieniążki. Podejrzewamy, że za każdym pieniążkiem kryje się marzenie.
Nie udało mi się dotrzeć do  źródła z informacjami o domku.


Las jest czysty, dopieszczony.
Miałam wrażenie, że o każdą roślinkę dba się z niewiarygodną miłością i dbałością.


Znajduje się na terenie parku mały plac zabaw, bardziej przypomina tor przeszkód tak naprawdę.
Frajdę dzieci miały ogromną, bo każda nowość to wyzwanie i nowa przygoda.


Dzień zakończyliśmy wizyta w Mc.


Dzień spędziliśmy bardzo miło, miejsce szczerze polecam.
Oprócz słynnego drzewa znajdziecie mnóstwo tras do chodzenia, informacji o przyrodzie, roślinach czy samym Robin Hoodzie.
Znajdują się tam również ławki piknikowe, tak że cudowne miejsce na piknik.
W godzinach otwarcia możecie się nauczyć strzelać z łuku, kupić pamiątkę i zrobić zdjęcie z Robinem.

Pozdrawiamy serdecznie i słoneczka Wam życzę.

sobota, 13 maja 2017

Kadry domowe


Wpadam na chwilkę, aby oderwać się od codzienności ;-)
Po powrocie z Pl ciężko mi dojść do siebie, obijam się o ściany.
Postanowiłam deprechę przepędzić i zaczęłam sprzątać, boooo nić tak nie działa na kobietę jak porządek w każdym kącie.
Z szaf w końcu bezlitośnie wyrzuciłam wszystkie zbędne ciuchy.
Ach jaka ja dumna z siebie jestem hahahah

W życie wdrożyć chcę zdrowy tryb życia, najlepiej bez słodyczy... ciężko mi idzie strasznie.
Jak na razie piję wodę, duuuzzzo wody!
Na moje nieszczęście strasznie jej nie lubię w najprostszej postaci.
Kupiłam sobie specjalny bidon z pojemnikiem na owoce, o dziwo daję radę ją pić
z posmakiem cytryny i mięty.
Pytanie do Was: -Macie jakiś patent na picie odpowiedniej ilości wody?
Nie mówię tu o kawie hahaha, bo tą mogę pić litrami a nie jest ona wskazana dla mnie, chyba dla nikogo niestety :-(


Zaprowadziłam nowy porządek w moim ukochanym kredensie
Pompona sama zrobiłam, kupiłam dawno temu tiul i w końcu spróbowałam.
Troszkę koślawy wyszedł, myślę że jak się zmuszę kolejne wyjdą lepiej?




Kochane ptaszęta upolowałam w staff shopie.



Ostatnio otaczam się tulipanami, stoją naprawdę bardzo długo, bo około 2,5 tyg.
Kupione w Lidlu.


Byłyśmy ostatnio u Mai koleżanki, która miała odnawiany pokoik i...
moja córa suszy głowę tacie, ażeby pomalować jej pokoik.
Tym razem chce miętowy kolor ścian.
Argumentów użyła zadziwiająco trafnych...
uczy się w końcu od najlepszych ;-)
Ustaliliśmy, że na 7 urodziny pomalujemy jej pokoik.

Niebawem ruszy u nas remont korytarza, zaraz jak skończymy ogród.
Usuwamy moją ukochaną skrzynię na warzywa, potrzebujemy dojścia do ściany jeśli chcemy wdrożyć w życie drugą toaletę na dole.
Kiedy my skończymy te remonty, powiem Wam szczerze, że już zmęczona jestem.
Marzy mi się zamieszkać w bloku i mieć wszystko pod kontrolą.
Kasę przeznaczyć na podróże te małe i te duże.

Tym mało optymistycznym wątkiem kończę mój wywód, który do nikąd nie prowadzi ;-)

Buziolki i słońca Wam życzę!

sobota, 6 maja 2017

Polska, kwiecien 2017


Polecieliśmy na święta Wielkanocne do Pl.
 Wybraliśmy Warszawę, ponieważ chcieliśmy sprawdzić połączenie intercity Warszawa - Kielce.
Nie ukrywam, bilety również były z naszego miasta dużo tańsze do Warszawy.

 

 Oliver zasnął tylko wystartowaliśmy, taki twardziel ;-)


Warszawa przywitała nas słońcem i temperaturą powyżej 22 stopni.
Był to pierwszy i ostatni ciepły dzień naszego urlopu :(


Podróżowaliśmy: samolotem, autobusem, tramwajem, pociągiem i autem.
Oluś był w siódmym niebie!


Warszawska starówka.



W Warszawie spotkałam się z moją najlepszą koleżanką ze studiów... 
buziol Moniu:*

Pałac Kultury okazał się dużo mniejszy niż gdy byłam tu paręnaście... tam lat temu :P


Zakochałam się w Warszawie, chętnie pojadę kiedyś pozwiedzać naszą stolicę!


W domku zaczęły się mega szaleństwa.
Poniższe zdjęcie przedstawia gang zająców wielkanocnych :-)
Oliver oczywiście był tym dobrym, ZAJC-Police się nazywał.


Pobudka 5 rano... prezenty od zajączka... 
Poziom szczęścia 105%

Poszukiwania jajeczek z mapa oczywiście :-)


Babcia miała ubaw z małych poszukiwaczy.


Olek ledwo nadążał hahaha...


Najbardziej pracowite pisanki ever w naszym wykonaniu, a miały być tak proste!


Szukaliśmy wiosny jak i bobrów, które się sprowadziły niedaleko domu mojej siostry.


Oliver poczuł pierwszy raz porządnie, co to znaczy śnieg :)


Mój mały mężczyzna!


I moja księżniczka :-)


Skombinowaliśmy kurtki, czapki, buty i wyruszyliśmy do Bałtowa.


Maja bardzo chciała zobaczyć dinozaury, uczyła się o nich w szkole, więc doczekać się nie mogła!


Ukochane Mai dinozaury-Triceratopsy.


Zimno było okropnie, mimo to dzieci odkopały szczątki T-Rexa. 


Po powrocie do Uk Oliver obchodził swoje trzecie urodziny.
STO LATEK POLICEMANIE.

(na zdjęciu nowa ukochana zabawka HIPO)

...
Urlop w Pl był super, skończył się jak zwykle za szybko.
Coraz trudniej wraca się do Uk.
Częściej myślę nad powrotem, zwłaszcza że wszyscy znajomi zwijają manatki i wracają do kraju.
Nie wiem, co przyniesie przyszłość, jak potoczą się losy.
W głowie ziarno zostało zasiane, a czy zakiełkuje - zobaczymy!
...

Pozdrawiamy ciepło.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...